Technicfig – niedoceniony bohater …

Cześć!

Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że zaglądając na przeróżne witryny internetowe poświęcone tematyce klocków Lego (czy to sklepy internetowe, czy prywatne blogi), wcześniej czy później musi pojawić się jakiś minifig. Zresztą powiedzmy sobie wprost – obok bricka 2×4 jest to chyba najbardziej rozpoznawalny znak firmowy Lego … O małych ludzikach powstał już niejeden artykuł (o ile się nie mylę, to jakiś czas temu ukazała się nawet książka prezentująca wszystkie dotychczasowe minifigurki), dlatego ten wątek chciałbym ominąć i skupić się na ich nieco zapomnianych kuzynach …

O co kaman?

Ale idźmy po kolei. W drugiej połowie lat 80 Lego postawiło na innowacje i wprowadziło – w ramach serii Technic – ludzika, który znacząco różnił się od swoich mniejszych kolegów – zarówno wyglądem, jak i wzrostem …

 

Technicfig – bo taki przydomek otrzymał nasz bohater – był nie tylko  dwukrotnie wyższy od swojego poprzednika, ale posiadał też bardziej rozbudowane stawy, co w konsekwencji znacznie poprawiło jego „pozowalność” jako figurki:

I wydawać by się mogło, że poprawiona artykulacja stawów musiała negatywnie wpłynąć na bawialność konstrukcji (złożoność konstrukcji = awaryjność) …

(zdjęcie zapożyczone z galerii Brickshelf JoshNoullet’a)

… otóż – NIE! A przynajmniej takie jest moje doświadczenie. Bo o ile torsy minifigurek lubiły pękać, rączki łamać, a nóżki odpadać, o tyle technicfigi nie miały tych problemów (wierzcie mi lub nie, ale w dzieciństwie eksploatowałem je dość mocno). Ok, jednej figurce zepsuł się zawias przytrzymujący stopę, ale poza tym jednym przypadkiem – nie uświadczyłem z nimi większych niedogosności. Oczywiście, nie oznacza to, że nie dało się ich całkowicie popsuć – bo dla chcącego, nie ma nic trudnego … Niemniej, przy normalnym użytkowaniu – nie powinno być żadnych problemów …

Figurki Technic nie były jedynymi tej wielkości. Dość podobne rozwiązania techniczne zastosowano też w postaciach ze świata Belville (z tym, że ponieważ ich targetem miały być dziewczynki, otrzymały one bardziej „humanoidalne” kształty):

Artykulacja kończyn była nieco większa, niż w podziurkowanych figurkach – miało to jednak swoją konsekwencję: DUŻA AWARYJNOŚĆ. Niestety, ale połamane kończyny nie były tu rzadkością …

Technicfigi miały jednak pewną wadę, która nie wynikała wprost z ich designu, a raczej z nie do końca przemyślanej koncepcji. Otóż, chodzi o to, że ponieważ Technic miał za zadanie zainteresować tylko chłopców (a przynajmniej tak było na początku), wszyscy „techniczni” byli mężczyznami. Ale jeśli ktoś zapragnął mieć w tym gronie kobietę, to pozostawały mu dwa wyjścia – albo zmienić płeć którejś figurce (najlepiej tej bez zarostu – no chyba,  że miałaby to być kobieta z brodą ;)), albo … pożyczyć się jakiejś Belvilli od siostry (celowo nie chciałem napisać „podwędzić”, bo wiem, że moje teksty czyta również młodzież, której nie chciałbym deprawować). W każdym bądź razie – tego typu problemy dało się jakoś obejść.

Mam jeszcze jedną uwagę – w okolicach 2008 roku (a w zasadzie, to już kilka lat wcześniej) TLG wznowiła produkcję Belvilli – nie mam jednak bladego pojęcia, czy figurki znacząco różniły się wzrostem/wyglądem od ich starszych wersji (widocznych na zdjęciu powyżej)? Jeśli ktoś miałby możliwość, to byłbym bardzo wdzięczny za jakieś porównanie ich z technicfigami

Wygląda na to, że mój problem udało się rozwiązać jeszcze przed wysłaniem artykułu:

… wiecie co? Z chwilą, kiedy zobaczyłem to zdjęcie – przestraszyłem się.  Autentycznie. To mi przypomina trochę sytuację, gdy kosmici przebrani za ludzi udają miłych, ale tylko dla niepoznaki, aby osiągnąć swój główny cel – dominację nad światem. Myślę też, że nie bez kozery autor zdjęcia wybrał technicfiga, który dzierżąc stery swoich futurystycznych maszyn mógłby stawić czoła nieproszonym przybyszom … Choć z drugiej strony – odnoszę wrażenie, że jest już dla niego za późno – widzicie tę babkę z żółtym kokiem na głowie (matka roju (?)), która pochyla się nad naszą ofiarą? Ja myślę, że wyssała już jego mózg i teraz go kontroluje, jak jakieś zombi. Z kolei ten mały rudzielec po prawej sprawia wrażenie, jakby próbował znaleźć kolejną ofiarę (swoją drogą, z całej tej trójki – technicfig się nie liczy – to ona ma chyba najbrzydszy wyraz twarzy) … bleh …

Jak tak sobie patrzę na tę psychopatyczną rodzinkę, to tak sobie myślę, że w tej sytuacji to chyba siostra musiałaby podkradać figurki brata, bo by „żaden po dobroci i w pełni władz umysłowych nie chciał przyjść o własnych siłach” …

 

Ok, to skoro wiemy już, co to jest ten „technicfig” i czym się charakteryzuje, pozwólmy sobie na krótki zarys historyczny.

 

Zarys historyczny

W roku Pańskim 1986 pojawiła się – po raz pierwszy w Lego – seria Arctic (nie mylić z Arcticem systemowym!)

Nie chciałbym za bardzo wgłębiać się w zawiłości serii, bo coś mi się wydaje, że można by co-nieco o niej napisać (zresztą – nie ukrywam, że te klimaty zawsze wydawały mi się dość ciekawe), więc ograniczę się do stwierdzenia, że była to pierwsza tematyczna seria Technic, której motyw znacząco wyróżniał się na tle dotychczasowych zestawów (jeśli wierzyć Bricksetowi, pierwsze zestawy Technic pojawiły się w 1977 i od tego czasu – aż do ’86 – królowały głównie miejskie pojazdy: samochody, motocykle, helikoptery …). Ale teraz, prócz możliwości przeżycia niezapomnianych przygód w krainie wiecznego mrozu, po raz pierwszy pojawił się … Technicfig!

Wspomniana już wersja Arctic wprowadziła 3 typy figurek:

 

Od późniejszych wersji wyróżniały się mało urozmaiconymi nadrukami i dość przeciętnymi wyrazami twarzy. Z drugiej strony – zauważyliście, że większość figurek miała wówczas brązowe włosy? To ciekawe – tym bardziej, że w latach 90-tych kolor czarny był znacznie popularniejszy …

Głównymi akcesoriami były: narty, kijki i kaski.

Warto też zwrócić uwagę, że design figurek pozostał niemal niezmieniony przez następne 14 lat …

 

Na kolejną porcję technicfigów trzeba było poczekać aż do 1988 roku. Wtedy to pojawił się – po raz pierwszy w historii – zestaw z trzema figurkami:

   

Podobnie, jak miało to miejsce wcześniej – twarze nie wyróżniały się specjalnie, aczkolwiek torsy były urozmaicone ciekawszymi nadrukami. Korzystając z okazji – warto tu wspomnieć o dodatkach w formie klucza francuskiego i krzesła. Tylko jedna figurka nie otrzymała kasku.

W tym samym roku w sprzedaży ukazał się jeszcze 1 zestaw z technifigiem – żółty samolot 8855 Prop Plane.

 

W 1990 pojawiło się kilka zestawów zawierających technicfigi:

To właśnie wtedy swoją premier miał czerwony kask. Zwróćcie jeszcze uwagę, że na powyższych zdjęciach wszystkie figsy miały brązowe włosy …

A tak z innej beczki – jak patrzę na te zestawy, to ten 8850 wydaje się dość konkretny (zwłaszcza ciężarówka).

Później (1991, 1992) TLG zaprezentowało trochę zestawów stworzonych stricte pod Technicfigi (w sensie, że mając już ludzika, można go było umieścić w maszynie):

… jednakże kolejny zestaw z figurkami pojawił się dopiero w 1993 roku!

 

Rok 1993:

Ciekawostka – tło opakowania było identyczne, jak w 8712, z tym, że odbite względem osi pionowej

Czarna figurka była najbardziej popularna (wystąpiła aż w 6 zestawach)

Figurka była dostępna tylko w 2 zestawach, jednak były one dość łatwo dostępne.

Jedna z rzadszych Technicfigurek

Technicfigi nie tylko otrzymały ładniejsze i bardziej urozmaicone nadruki na torsach, ale też takie dodatki, jak okulary czy zarost. Nie można też zapomnieć o wprowadzeniu niebieskich i czarnych kasków.  Co jak co, ale wspomniany tu zestaw posiadam (udało mi się go kupić w Carrefourze jakoś pod koniec lat 90) i bardzo go sobie chwalę.

Ciekawostką jest również to, że czerwona figurka (to chyba był jakiś mechanik, bo jeśli przyjrzycie się starym katalogom – zauważycie, że często robił coś przy maszynach; pozostałe 2 figurki to najprawdopodobniej kierowcy) wystąpiła tylko w tym zestawie.

Minus? Wszystkie figurki miały czarne włosy. W latach 80 proporcje były inne, lata 90 to zmieniły (innymi słowy, jeśli ktoś urodził się później i nie miał „dobrego kuzyna”, po którym mógłby odziedziczyć klocki, wówczas mógł sobie tylko pomarzyć o pewnych elementach, które niegdyś były łatwiej dostępne).

Na zakończenie – rok 1993 również przyniósł ze sobą zestawy, do których Technicfigi pasowały idealnie – przykładem może być choćby legendarny 8872 Forklift Transporter :

 

Rok 1994 znowu bez Technicfigów, ale ze sporą liczbą ciekawych, „kompatybilnych” maszyn:

Ten Monster Truck jest dla mnie wciąż niespełnionym marzeniem z dzieciństwa, helikopter zaś miałem – pamiętam, że w dzieciństwie bardzo lubiłem się nim bawić. Mała rzecz, a tak cieszyła :) No i oczywiście obowiązkowo z technicfigiem!

 

Rok później (1995) pojawiły się całkiem nowe figurki:

Wszystkie przedstawione w tym roku postacie są unikalne, gdyż każda z nich wystąpiła tylko w 1 zestawie! Ale trzeba przyznać, że nadruki na ubraniach wyszły im bardzo ładne. 1995 wprowadził też nowy wyraz twarzy – postacie bez zarostu wydają się nieco żywsze od kolegów z lat 80-ych. Mi jednak najbardziej podoba się strażak stojący pośrodku …

A tak nawiasem – zwróciliście uwagę, że strażacy mają nogi w dwóch kolorach? To chyba pierwszy taki łączony design. No i fajnie, że oprócz mechaników i kierowców, Lego wprowadziło nowe zawody – transportowca i strażaka.

Rzućmy teraz okiem na zestawy, które zawierały w sobie technicfigi lub były „kompatybilne”:

(tu nie jestem na 100 pewny, ale wydaje się, że figurka powinna zmieścić się na motórze)

Gdybym w 1995 robił listę swoich must-have-ów, wówczas 8225 na pewno znalazłby się na niej. Całość jest nie tylko super bawialna, ale posiada też użyteczne funkcje (działający układ kierowniczy, replika silnika), które można było dostać – w porównaniu do innych zestawów ze świata zębatek – względnie taniej. To właśnie dzięki niemu moja kolekcja wzbogaciła się o pierwszego technicfiga (i to właśnie on utracił potem stopę w wypadku, stając się jedynym kuternogą w dzielnicy).

(kolejne niespełnione marzenie dzieciństwa – wóz strażacki Technic …)

 

1995 może wydawać się przełomowym (i w pewnym sensie na pewno takim jest), ale 1996 również nie pozostaje mu dłużny:

   

Był strażak, był transportowiec – najwyższa pora na policjanta! Ten koleś z nadrukiem delfina też całkiem niezły (mam nawet takie małe spostrzeżenie – że gdyby seria Divers wystąpiła też w skali technicfig, wówczas ten koleś po prawej nadawałby się idealnie). Tak czy inaczej – całkiem udane figurki.

Zestawy:

Na pierwszy rzut oka 8207 może wydawać się dość dziwaczny (zwłaszcza przez ten charakterystyczny „dzióbek” z przodu), ale w praktyce był on bardzo funkcjonalny (oprócz skrętnych kół model posiadał też działające zawieszenie). Jak dla mnie – dobry dawca części …

Hydropłat (bo tak zwie się powyższy model) był kolejną, dość ważną maszyną w mojej kolekcji. Głównie, jako dawca części, chociaż nie tylko – bowiem od tej pory mogłem się już cieszyć swoją drugą figurką Technic! (a przez bardzo długi okres była ona moją ulubioną). Jeśli chodzi o funkcjonalność, to hydropłat posiadał z tyłu takie koła, które poruszone – wprawiały w ruch wirnik silnika. Ogólnie – bardzo kompaktowy, bawialny model.

Kto, będąc dzieciakiem, nie chciałby choć przez krótką chwilę usiąść za sterami futurystycznego radiowozu policyjnego i ścigać uciekających opryszków? Powyższy model zaspokajał powyższe pragnienie. 8230 co prawda nie miałem, ale jedna rzecz mi się w nim nie podobała – sterowanie przednimi kołami umożliwiał jedynie kogut na dachu. Wydaje mi się, że fajnie by było, gdyby było ono bezpośrednio połączone z kierownicą (+ ewentualnie kogutem).

8244 był dość ciekawą koncepcją – otóż chodziło w nim o to, że główny pojazd składa się z pojedynczych modułów, które można ze sobą łączyć w dowolnej konfiguracji.

Kolejne niespełnione marzenie z dzieciństwa. Terenowy pojazd śmiałków posiadał kilka przydatnych funkcji, jak np. linkę holowniczą, otwierany kokpit czy skrętne koła. A oprócz tego – przyczepę i helikopter. Model bardzo fajny, ale pamiętam, że był dosyć drogi.

Żółty samochód był kolejnym marzeniem. Może nie aż takim, jak wspomniany już wóz strażacki, czy monster-truck. Po prostu uważałem go za ładny model, na który aż miło popatrzeć …

Fiber Optic był systemem polegającym na tym, że w powyższych białych wężykach pojawiało się migocące, czerwonawe światło. Jak rozumiem, działało to na tej zasadzie, że energia mechaniczna (np. kręcenie korbką) była zamieniana na impulsy elektryczne za pomocą czegoś, co przypominało takie małe dynamo, od którego potem biegły sobie nasze kabelki. Pomysł dość ciekawy – o ile się nie mylę, wykorzystano go później w Czerwonym Tytanie 7701 (Exo-Force).

 

Rok 1997 – figurki:

Nurek dostępny był tylko w żółtej łodzi podwodnej

Pilot dostępny był również w wariancie z białym kaskiem

W roku 1997 pojawiła się kolejna wersja pilota oraz nurek – dostępny tylko w żółtej łodzi podwodnej 8250/8299 ; co ciekawe, jest to też jedyna figurka Technic, która doczekała się płetw, maski do nurkowania oraz butli tlenowej – na poniższych skanach możecie zobaczyć jak to wyglądało :

… i znowu, rok 1997, seria Divers i żółta łódź podwodna Technic. Przypadek? :)

 

Rok 1997 – zestawy:

Powyższy pojazd do zadań specjalnych nadałby się świetnie dla jakichś szpiegowskich misji. Może i nie jest – jak na dzisiejsze standardy – zbyt okazały, ale trzeba przyznać, iż sama koncepcja wydaje się dość pomysłowa. Można mówić wiele o starych zestawach, ale jedno trzeba przyznać – projektanci zestawów mieli bardzo bogatą wyobraźnię :) Czego mi czasem brakuje w tych nowych – choć to już osobny wątek …

A tak swoją drogą – to ciekawy jestem, jakby powyższy zestaw prezentował się w dzisiejszych czasach …

Żółta łódź podwodna Technic to jeden z ciekawszych zestawów zawierających w sobie figurkę. Idealny dawca systemu pneumatycznego. Do tego konkretny, bardzo udany technicfig + akcesoria (butla tlenowa, maska) których nigdzie indziej nie znajdziemy. Płetwy pojawiły się ponownie (ale tym razem w kolorze białym) dopiero w 2009 przy okazji premiery 5974 Galactic Enforcera.

Mech nie powala, ale helikopter wydaje się dużo ciekawszy.

Kolejne niespełnione marzenie. Zielona ciężarówka nie tylko ładnie wyglądała, ale posiadała też sporo użytecznych części. To, co ją jednak najbardziej odróżnia, to system wczytywania poleceń zapisanych w kodach kreskowych – po wczytaniu danych rozkazy idą do czytnika, który po naciśnięciu przycisku wydaje odpowiednie polecenie (ot, taki dziadek Mindstorms-ów). Wada – trzeba mieć przy sobie kody kreskowe, a poza tym – pilot jest stale połączony z pojazdem za pomocą kabli.

W ramach ciekawostki – dołączam krótki filmik prezentujący działanie:

 

Rok 1998 – figurki:

„Zły” Cyborg

Bohater

Wersja dozbrojona bohatera

Kryzysowy rok 1998 przyniósł aż 3 nowe figi (w ramach serii „Competition”, o której będzie mowa nieco później) – cyborga oraz jego przeciwnika. Dostępny był też wariant bohatera posiadającego dozbrojoną jedną stronę ciała (no chyba, że w wyniku walk stracił on kończyny – interpretację pozostawiam Wam).

Do jakości figurek nie można mieć jakichkolwiek zarzutów. Ot, tacy przedstawiciele z nutru cyber-punkowego. Cyborg aż prosi się o bycie jakimś ciemnym charakterem :) Jak dla mnie – dawało to naprawdę duże możliwości fabularne, które niestety nie zostały w pełni wykorzystane …

 

Rok 1998 – zestawy:

Model sam w sobie dość pokraczny, jednakże jako jeden z nielicznych umożliwiał transformację (tak że bawialność była jego głównym atutem).

Powyższy motór był całkiem niezłą maszyną, na którą bez problemu mieściła się figurka Technic. Jeden z tańszych, acz nader udanych modeli.

Podobnie jak 8208, również i niebieski trójkołowiec nadawał się idealnie dla technicfigów. Jego dodatkową zaletą był tłok, który obracał się napędzany przez tylne koła (a raczej jedno tylne koło, co było wadą, ale – na szczęście – prostą w naprawie).

Miałem ten zestaw i w sumie dość ciepło go wspominam. 2 ciekawe figurki, do tego mój pierwszy silnik 9V i dużo użytecznych części (zwłaszcza, jeśli chodzi o half-piny). Pojazdy wyglądały dość futurystycznie – bardziej podobało mi się to latadło wyposażone w nieco kreskówkowe pociski.

Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to już tłumaczę – zestaw należał do podgrupy Technic, tzw. „Competition”. Chodziło w nich o to, aby zdobyć więcej punktów, niż przeciwnik, np. poprzez uderzenie w odpowiednią tarczę, której aktywacja powodowała … wyrzucenie przeciwnika w powietrze. Niektóre zestawy – jak np. ten z pająkiem – posiadał specjalne mechanizmy, utrudniające rozgrywkę (w powyższym przypadku był to silnik, który powodował obrót pająka o 360 stopni).

Niebieska ciężarówka – kolejne niespełnione marzenie dzieciństwa … duża maszyna o futurystycznym kształcie, do której bez problemu zmieszczą się technicfigi. Wygląd świetny. Funkcjonalność wydaje się trochę przeciętna, ale – myślę, że ujdzie :)

Poniżej umieszczam filmik pokazujący działanie modelu:

 

Nie dam sobie ręki uciąć, ale wydaje mi się, że Cybermaster nie był dostępny w Polsce. Niemniej przy omawianiu Technicfigów grzechem by było nawet o tym nie wspomnieć.

O co chodziło? Otóż budujemy sobie model (klocki znajdowały się w takiej specjalnej walizce), a następnie sterujemy nim za pomocą komputera (joysticki i te sprawy). Do tego dochodzą jeszcze różne misje, rywalizacja itd. Na każdą misję można było zbudować inny model (niektóre z nich nawet teraz wydają się okazałe – jeśli macie chwilkę, to polecam się z częścią zapoznać – poniżej dołączyłem stosowne filmiki, znalezione w sieci; ciekawostka – na filmikach zrobiono animowaną wersję technicfigów).

 

 

Rok 1999:

 

Policjant i strażak doczekali się kolejnego wcielenia, ale ratownik medyczny był prawdziwą nowością. Dla mnie osobiście dość dużym plusem było to, że po raz pierwszy w historii każda figurka posiadała specjalny kask z nadrukiem, dzięki czemu wyglądała znacznie ciekawiej (najbardziej to chyba podoba mi się nakrycie głowy strażaka – z nadrukowanym płomieniem). Ulubiony fig? Oczywiście policjant :) (swoją drogą, to wersja z 1999 wydaje mi się ciekawsza, niż ta z 1996)

Zestawy 1999:

Miałem ten zestaw i byłem z niego ogromnie zadowolony. Po części ze względu na figurkę, a po części – na policyjny pojazd przyszłości wyposażony w … silniki odrzutowe! Dodatkowym atutem była modułowa konstrukcja maszyny – pojedyncze moduły łączyły się z głównym kokpitem, tworząc za każdym razem inny, niepowtarzalny model. Ot, taka hybryda 8244 i 8226.

Może to tyko złudzenie, ale tak sobie myślę, że można by go z powodzeniem przerobić na dzisiejsze standardy, dodając w kilku miejscach jakiś pancerz/szyby, większe koła …

8445 był moim pierwszym tak dużym zestawem Technic. Główny model – formuła F1 – była naprawdę genialnie zaprojektowaną maszyną, którą bez wstydu można było pokazać kolegom … cacuszko prezentowało się pięknie na półce, ale prawdziwy sekret tkwił – a jakże – w funkcjonalności :) Otóż, aby dostać się do silnika, trzeba było nacisnąć dźwignię znajdującą się za fotelem kierowcy. Naciśnięcie powodowało uwolnienie się siłownika, który rozprostowując się – z gracją podnosił klapę do góry.

Wśród modeli alternatywnych znajdowało się podwozie zwykłego samochodu (można było z niego zrobić np. superanckiego Indy Racera) czy też trójkołowiec. W tych konstrukcjach piękne było też to, że nikt nikomu niczego nie narzucał – bo po ich zbudowaniu (podwozie, szkielet motocykla) zostawało tyle klocków, że spokojnie wystarczało na budowę karoserii według własnego pomysłu …

Kolejny, niedostępny w Polsce model Cybermastera. A szkoda, bo odrzutowiec robił wrażenie (właściwie, to odnoszę wrażenie, że obudowanie go panelami powinno wystarczyć).

Poniżej zamieszczam filmik z połączenia wspomnianego tu Cybermastera z 8450 (instrukcja dostepna jest też na serwisie Brickfactory):

 

Rok 2000 – figurki:

         

I tu kończy się nasza przygoda z figurkami Technic. Z drugiej strony – 5 różnych wariantów to całkiem sporo …

Competition przerodziło się w Create’n’Race. Cyborg poszarzał i otrzymał dodatkowy, fioletowy pancerz (żaden inny technicfig takiego nie miał). Upgrade otrzymali też pozostali – w formie nowego, bardziej opływowego typu kasku oraz charakterystycznej zbroi (warianty kolorystyczne to: czerwień, niebieski i seledynowy/morski).

Wartym wspomnienia będzie tu zestaw zawierający dwie figurki zrobione w „nowym”, wyścigowym stylu:

Dwie figurki – troch mało, ale trzeba przyznać, że wyszły całkiem udane. Zestaw mam, a niebieski ludzik – ze zmienioną twarzą – siedzi sobie na biurku :)

 

Rok 2000 – zestawy:

Z tego co pamiętam, to Technic w tym okresie oferował trochę zestawów z częściami zapasowymi i gotowymi pod-komponentami (takimi jak np. powyższe podwozie, które można było sobie dowolnie obudować). Było to rozprowadzane za pomocą sklepu internetowego Lego (inna sprawa, że u nas internety dopiero raczkowały … ).

A tak z innej beczki – jeśli przyjrzycie się modelowi na zdjęciu, to pewnie zauważycie, że koło zębate, znajdujące się za fotelem kierowcy napędza … tylko jedno koło (zupełnie, jak w 8218). To już chyba lepiej by zrobili, gdyby tam dali długą ośkę :/

Podobnie, jak we wcześniejszym Competition, również i w 8305 ważną rolę odgrywało współzawodnictwo – kto pierwszy zrzucił przeciwnika, ten wygrywał. Ładne figurki, jedynie części (poza kołami) wydają się mało urozmaicone.

Ten samochodzik jeździł naprawdę – pod nim znajduje się bowiem kostka z silnikiem. Ot, droższa alternatywa dla Dual Bikes.

Duży, żółty traktor ma za zadanie przeciągnąć ogromny ładunek tak daleko, jak tylko zdoła – wygrywa ten, kto uzyska największą odległość. Jak to działa? Otóż, gdy traktor przemieszcza się do przodu, wraz z nim przesuwa się specjalny ładunek, umieszczony na przyczepie. Jest on tak skonstruowany, że z każdym metrem hamuje on coraz bardziej pojazd, aż w końcu ten jest niezdolny do dalszego ruchu.

O ile dobrze kojarzę, to do zestawu dołączano też kasetę VHS z prawdziwych zawodów tych monstrualnych traktorów.

Tylko szkoda, że ludzik taki nieubrany …

Poniżej – kilka pomocnych w zrozumieniu filmów:

 

TUTAJ znajdziecie listę wszystkich technicfigów.

 

 

„Nie wszystek umrę”…

… mawiał Horacy. I umarł. Choć nie do końca …

Rok 2000 był ostatnim, w którym wyprodukowano nowe technicfigi. Oczywiście, przez kilka następnych lat w ofercie Technic dostępne były zestawy „kompatybilne”, a figurki można było jeszcze jakoś kupić. Niemniej widoczne staje się tu odejście od dotychczasowego trendu „wpasowywania się” pod skalę dużych ludzików …

Rok 2002 – zestawy:

Rok 2003:

Ten pojazd strażacki nawet dziś wydaje się cudny – prawdziwe arcydzieło! Brickset kwalifikuje go jako model Technic, ale coś mi się wydaje, że oficjalny katalog dodawał go do serii „Designer”, z której rozwinęły się potem Creatory (poprawcie mnie, jeśli się mylę).

Rok 2004:

 

Nie zaprezentowałem tu wszystkich, możliwych zestawów, a jedynie kilka wybrańców. Po 2004 roku pojawiło się sporo modeli w innych skalach, w tym w skali minifig, co dla mnie jest w pewien sposób dość ironicznym psikusem historii :) Oczywiście wcale to nie oznacza, że po 2004 nie pojawiły się modele, które zmieściłyby w swoim wnętrzu ludzika Technic – przykładem może być choćby HotRod z 2014 … ale chciałbym trochę skrócić artykuł, bo momentami wydaje mi się, że trochę odchodzę od głównego tematu :)

 

Mam nadzieję, że poprzez tematyczne zestawienie modeli udało mi się choć trochę odtworzyć ducha tamtych lat …

 

Nie samym Technicem człowiek żyje …

Na zakończenie wątku zestawowego jeszcze taka ciekawostka – w ofercie Lego dostępne też były modele, które kwalifikowały się do skali technicfigów, ale które należały do innych serii. Nie będę się tutaj rozpisywał, ale myślę, że kilka modeli należy wymienić:

5541 Blue Fury, Rok: 1995

5571 Black Cat/Giant Truck, rok: 1996

5563 Racing Turck, rok: 1999

8354 Exo Force Bike, rok: 2003

4404 Land Busters, Rok: 2003

8671 Ferrari 430 Spider 1:17, rok: 2006

4893 Revvin’ Riders, rok: 2006

4896 Roaring Roadsters, rok: 2006

4993 Cool Convertible, rok: 2008

8169 Lamborghini Gallardo LP 560-4, rok: 2009

31018 Highway Cruiser, rok: 2014

Trzeba przyznać, że „klockowe dziedzictwo” naszych „techników” wygląda dość imponująco – i to nawet po zakończeniu ich produkcji! Tym bardziej szkoda, że już ich nie uświadczymy w zestawach …

 

Inne spojrzenie

Wiem, że za to, co powiem, część „legowych purystów” pewnie wyciągnie pochodnie i widły, by któregoś wieczoru zaprosić mnie na przyjacielską konwersację przy blasku księżyca (jakby co, to teraz nie dam rady, ale tydzień za jakieś dwa tygodnie powinienem mieć wolny) … ale co tam! Otóż okazuje się, że figurki idealnie mieszczą się w metalowych modelach samochodów (Bburago) w skali 1:18. Techniczni dość dobrze radzili sobie też z bronią ludzików z Małej Armii Junior:

… powiedzmy, że prezentowany tu zestaw został stworzony dla innej grupy docelowej, ale ma trochę fajnych akcesoriów, takich jak kałasznikow, nóż czy karnister na paliwo, co było dość fajnym uzupełnieniem dla figurek, którym Lego poskąpiło akcesoriów (ot, taki odpowiednik Brickforge’a czy innych, podobnych serwisów, tyle, że w większej skali).

 

Why so serious?

Mówi się, że technika idzie do przodu. Nie jestem jednak pewien, czy to stwierdzenie można przełożyć w skali 1:1 w przypadku figurek Lego. Jak już wcześniej wspomniałem, pierwsze ludziki Technic pojawiły się już w latach 80 i od tego czasu – aż do wydania ostatniego z nimi zestawu (rok 2000), ich główny projekt w zasadzie się nie zmienił – i pomimo upływu czasu wciąż świetnie sobie radzą. Z drugiej strony – mamy minifigi, którym dość często pękają różne części ciała (czasem nawet samoistnie, co jest już dość niefajne, bo skoro TLG każe nam sobie płacić za nie, jak za woły, to dobrze by było, żeby trzymały dobrą jakość; sam miałem już kiedyś podobny przypadek; również na forach dyskusyjnych czytałem o podobnych sytuacjach – dotyczy to zwłaszcza zestawów z okolic 2010 – 2011).

Wszystko fajnie, ale – skoro projekt technicfigów okazał się sukcesem inżynieryjnym i powstało tyle zestawów wspierających je, to czemu ostatecznie to właśnie minifig zatryumfował, a omawiana tu figurka poszła w niepamięć? Cóż, myślę, powodów może być kilka:

  • technicfig pojawił się później, niż minifig (popularność)
  • technicfigi były tylko w Technicu, minifigi zaś doczekały się wielu serii tematycznych (popularność, kultowość)
  • Technic było drogie same w sobie – dotyczy to również zestawów z ludzikami; System posiadał trochę tańszych alternatyw (myślę tu np. o tzw. „impulsach” za kilka złotych)
  • estetyka – nie wszystkim podobają się dziury w nogach (choć z drugiej strony – minifigi też mają tam dziury …)
  • w porównaniu do minifigów, technicfigi miały dużo uboższe akcesoria
  • nie jest łatwo rozszerzyć tradycyjne ubranie techicfiga o dodatkowe elementy
  • większe koszty produkcji, mniejszy zysk niż w przypadku minifiga (kwestia opłacalności)
  • do tego wszystkiego dochodzą jeszcze kwestie natury sentymentalnej (bo w dzieciństwie bawiłem się helikopterem ze straży pożarnej Town … bo zamek … bo Space Police … bo piraci … )
  • myślę, że nie bez znaczenia był też kryzys, jaki dotknął LEGO pod koniec lat ’90 – aby firma mogła przetrwać, potrzebne były cięcia kosztów i rezygnacja z nadmiarowych projektów …

Z drugiej strony – od dłuższego czasu można zaobserwować, że Lego tworząc nowe zestawy/serie [bez]pośrednio bazuje na tych, które już kiedyś istniały. Jak myślicie, czy gdyby postanowiono reaktywować ludziki w zestawach Technic, to czy byłyby one podobne do znanych nam techników? Czy kolor skóry nadał byłby żółty? Czy ich konstrukcja sprostałaby wymaganiom przeciętnego budowniczego i wytrzymała próbę czasu? A może pojawiłyby się jakieś zestawy z akcesoriami? (klucze francuskie, pojemnik na narzędzia, wiertarki, śrubokręty, może jakaś bagietka /jabłuszko?) A może reaktywacja byłaby podobna do tej z Belville? (oby nie!) To są pytania, które chciałbym pozostawić otwarte – jeśli macie jakieś swoje pomysły, to bardzo proszę napiszcie o tym w komentarzu :)

 

Nadzieja umiera ostatnia …

Minęło już 16 lat od momentu, kiedy Lego zaprzestało produkcji technicfigów. Ciekawy byłem, czy znajdę jakieś ciekawe MOCe w tych klimatach – i wbrew wszelkim pozorom udało mi się co-nieco znaleźć:

Więcej ciekawych robotów znajdziecie TUTAJ.

Polecam też przyjrzeć się galerii pana Malte Dorowskiego (to ten koleś od samochodów), który w swojej galerii posiada naprawdę imponującą liczbę modeli w skali technicfig …

 

Podsumowanie

Miało być krótko i treściwie, a wyszło jak zwykle ;) Długawo i nostalgicznie …

… ale powiem Wam szczerze, że nie mogłem inaczej. Technicfigi są – jak dla mnie – nieco zapomnianymi bohaterami, zasługującymi na swoje miejsce w historii. Decyzja o wycofaniu ich z produkcji jest w moim odczuciu zła i z lekka krzywdząca (biorąc pod uwagę, że przez 14 lat jakoś dawali sobie radę), aczkolwiek w pewnym stopniu zrozumiała (kryzys i inne możliwe przyczyny, wypunktowane w podrozdziale „Why so serious?”). Po wielu problemach Lego wyszło ostatecznie na prostą. Czas pokaże, czy wraz z reaktywacją starych serii znajdzie się miejsce dla figurek Technic …

Tyle dzisiaj ode mnie. Trochę się rozpisałem, choć początkowo planowałem mniejszy artykuł. Czy jest treściwy? Mam nadzieję, że tak, choć nie dam sobie ręki uciąć, że jakaś z podanych tu informacji nie będzie myląca – swoją wiedzę bazowałem na Bricksecie, serwisie Brickforge, starych katalogach i urywkach filmów z YT.

 

Niedługo planuję dać jeszcze jeden, ale już bardziej tematyczny wpis.

Reklamy

11 uwag do wpisu “Technicfig – niedoceniony bohater …

  1. Mam 8716 i 8868 – dostałem z Niemczech 6 lat temu. Niestety 8868 był trochę(30%) rozwalony, w związku z czym teraz zostały tylko wspomnienia… i mnóstwo klocków. „Artykuł” jak zwykle fajny. Zachęcam do wzięcia udziału w konkursie LegoFanki ;)

  2. A i mam katalog z 1994, zgadnij z skąd – oczywiście ,że… nie z Niemiec. Moja mama Mi go dała, choć podejrzewam ,że sama nie wie skąd go miała.

  3. Co myślisz o upadku g2?
    I czemu już nie jesteś na PFB? Teraz jest tam taki fajny konkurs MOCerski na Transformera, w którym sam biorę udział. Gdybyś Ty wziął udział to byś zmiótł konkurentów.

    • Szczerze? Z ostatniej fali zestawów Bionicle zakupiłem sobie tylko 1 Akidę. Nowi herosi/potwory jakoś do mnie nie przemawiają, a poza tym są drodzy – moim zdaniem bardziej opłaca się zakup jakiegoś zestawu Technic. Z jednej strony zawsze jest żal, że TLG rozbudziło nadzieje fanów, by rok później ogłosić, że z projektu nici i G2 się skończyło. Ale z drugiej – tak sobie myślę, że jeśli mieliby robić jeszcze większe dziadostwo, to decyzja o zakończeniu wydaje się najrozsądniejszym wyjściem z zaistniałej sytuacji. G1 były początkowo super, ale z czasem zestawy stały się zbyt udziwnione, niewspółmiernie drogie, więc po 2007 dałem sobie z nimi całkowicie spokój. Szkoda by było, żeby z G2 historia się powtórzyła …

      Poza tym – z jakiegoś powodu wciąż nie widzę, aby w normalnych sklepach z zabawkami (nie mówię tu o specjalistycznych), na „klockowych” półkach pojawiły się zestawy z nowych Bionicle (2016). Zamiast tego wciąż zalegają pozostałości z 2015, często po zaniżonych cenach. A to mówi chyba samo za siebie …

      Co do PFB – powiem tak. Fajnie, że się rozwija, że są ludzie, którzy mają wspólne zainteresowania i że coś się tam dzieje. I że się wszystkim chce. Mi się już trochę przestało chcieć :/

  4. Krall – to nie jest do końca tak, że mi się nie chce. Po prostu teraz dużo czasu zajmuje mi praca. Jak wracam, to zwykle padam na glebę i brakuje mi sił na budowanie, czy nawet na komentowanie prac na forum. Czasem coś obejrzę na YT, ale w tym momencie nie mam już takich „sił przerobowych”, jakie miałem jeszcze kilka lat temu. Dużym problemem jest dla mnie to, że w tej chwili mam problem z miejscem, gdzie mógłbym spokojnie sobie pobudować – bo nawet, jak coś zacznę, to potem sprzątam i odkładam na półkę, bo trzeba też żyć. A miejsca jest mało. Potem konsekwencja jest tego taka, że zamiast kontynuować projekt, leży on sobie na półce i się kurzy, bo musiałbym znowu sobie przygotować środowisko do budowania, a mi się to nie opłaca, bo za chwilę trzeba będzie znowu posprzątać. Trochę takie błędne koło Macieju.

    W tej chwili problemem jest też dla mnie miejsce, gdzie mógłbym spokojnie robić sobie zdjęcia. Chciałbym w przyszłości jeszcze poprawić swój kunszt, ale … nie ma gdzie tego robić.

    Inna sprawa, że wziąłem na siebie dość ambitny projekt. Optimus wymaga wielu tricków przy samej transformacji, ale efekt końcowy nie zawsze jest zadowalający. W tej chwili mam taką sytuację, że tors i głowa są już w zasadzie gotowe, ale całkiem możliwe, że z patentu zrezygnuję i zacznę wszystko od nowa, bo nie przewidziałem w porę kwestii kończyn i ogólnie łączeń w stawach (chodzi o to, że model jest duży i tradycyjne łączenie kończyn nie zdaje egzaminu, potrzebna jest jakaś alternatywa). Podobna rzecz dotyczy nóg postaci – nie podoba mi się ich łączenie z torsem, ale w tej chwili jakaś alternatywa wymaga gruntownego przebudowania.

    No chyba, że zrezygnuję z transformacji i skupię się na samym trybie robota … Albo zmniejszę skalę na taką, która odpowiadałaby mniej-więcej skali nowych Toa … no ale, jak to mówią – apetyt rośnie w miarę jedzenia … ;)

    Ale powiem Ci, że jakieś światełko w tunelu jest … i nie jest to pociąg ;) Jak dobrze pójdzie, to może uda mi się załatwić większe pomieszczenie na klocki, ale to najwcześniej w przyszłym roku. Ale nie jest tak źle, żebym miał zaraz sprzedawać klocki i zamknąć temat całkowicie.

    Na dysku trzymam sobie zdjęcia modelu, może skuszę się na mały wpis w stylu „niedokończone konstrukcje”.

    Jako ciekawostkę powiem, że zbudowałem sobie ostatnio Mercedesa Arocsa. Docelowo miał być dawcą części, ale po zbudowaniu model tak mi się spodobał, że nie mam serca go burzyć.

    A co do forum – cóż, być może warto rozważyć jakąś inną formę komunikacji. W tej chwili nie mam jednak pomysłu, jak ten problem rozwiązać …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s